Zapraszam również na strony moich synów: Cypriana i Bartosza
 

Dzień Pierwszy

Dzień Drugi

Dzień Trzeci

Dzień Czwarty

Dzień Piąty

Dzień Szósty

Dzień Siódmy

Dzień Ósmy

Dzień Dziewiąty

Dzień Dziesiąty

Dzień Jedenasty

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

Plan był taki: jedziemy z Warszawy autobusem Eurolinessa do Tallina i wracamy rowerami do Polski. Kolesie z Eurolinessa przez telefon mówili, że to czy kierowca zabierze nam rowery zależy wyłącznie od kierowcy. Do Tallina są dwa kursy o 8.00 i 17.00. W Eurolinessie dowiadujemy się że ten o 8.00 jest mniej obciążony. Planujemy więc wbić na rano do Warszawy i negocjować z kierowcą. Co z tego wyszło można obejrzeć i przeczytać poniżej. Bardziej szczegółowo trasę można zobaczyć klikając na ten link: Trasa

Ja mam pociąg z Kalisza do Ostrowa o 22.10. Dziuk ma czekać w Ostrowie. Z Ostrowa mamy pociąg do Poznania, tam ma dołączyć Zbyh i razem do Warszawy. Na stacji zjawiam się o 22.00. O 22.10 pani ogłasza że pociąg jest opóźniony o 80min !!!. Nie zdążymy na pociąg do Poznania i oczywiście do Warszawy. Wpadam na pomysł żeby jechać autobusem do Ostrowa. Przyjeżdżam na przystanek i w tej chwili podjeżdża autobus, pakuje się z rowerem nie pytając kierowcy. Pomimo że wszyscy już wsiedli do autobusu kierowca nie rusza. Domyślam się że chodzi o mnie :). Idę negocjować. Driver mówi że nie można przewozić rowerów, chyba że go rozłoże:). Po chwili negocjacji jestem lżejszy o  5PLN i jedziemy. Autobus wlecze się niemiłosiernie i spóźniam się na pociąg. Teraz to już mamy dużo czasu:) Wypijamy z Dziukiem po bronku i wsiadamy w następny pociąg. W Poznaniu po krótkiej naradzie ustalamy że spróbujemy wbić się do autobusu o 17.00. Jedziemy do Tesco, kupujemy bronki i zostajemy na nowej chacie u Zbyha. Siedzimy prawie do rana, krótka drzemka i jedziemy na dworzec.

W pociągu do Warszawy wkurzamy się jeszcze raz na pekap. Pani konduktor mówi że ja i Dziuk mamy bilety na pociągi innej spółki???. Dowiadujemy się że są jakieś spółki kolejowe np. TLK - Tanie Linie Kolejowe i trzeba mieć na nie inne bilety. Nie poradzisz. Płacimy jeszcze raz za bilet do Warszawy, pani daje nam jakiś kwit na podstawie którego mają nam oddać kasę za te niedobre bilety. Dobrze że mamy jeszcze bronki.

Wreszcie jesteśmy w Warszawie, mamy tutaj chyba z trzy godziny do autobusu. Znajdujemy na placu autobus do Tallina i dowiadujemy się od kierowcy że jeżeli będzie miejsce to on nie widzi problemu w zabraniu rowerów, niestety nie wie ile jest sprzedanych biletów. Jest radość. Podjeżdża autobus i nie wiadomo dlaczego wszyscy czekający na dworcu chcą wsiąść w autobus do Tallina. Po kilku minutach już wiemy że do Tallina tym autobusem nie pojedziemy. Nadal nie wiemy po co ci wszyscy ludzie jeżdżą do Tallina i to bez rowerów. Jeżeli ktoś wie proszę o meila.

Krótka narada i ustalamy że uruchamiamy plan B czyli Budapeszt. Kupujemy mapy i wsiadamy w pierwszy pociąg na południe. Po całonocnej podróży, w niedziele rano jesteśmy w Krynicy. Wreszcie możemy przejechać się rowerem:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rowery od A do Z - Polski Portal Rowerowy wRower.pl

Katalog Stron - Dobre Strony