Zapraszam również na strony moich synów: Cypriana i Bartosza
 

Strona Główna

Dzień Pierwszy

Dzień Drugi

Dzień Trzeci

Dzień Czwarty

Dzień Piąty

Dzień Szósty

Dzień Siódmy

Dzień Ósmy

Dzień Dziewiąty

Dzień Dziesiąty

Dzień Jedenasty

   

Ciągle spodziewamy się górek, a tutaj ciągle po płaskim. Cały czas jedziemy doliną Vahu.

 

Dopiero za Żyliną zaczynają się niewielkie podjazdy, ale to jest nic w porównaniu z początkiem wyprawy. Ponieważ jedzie się bardzo dobrze zbliżamy się bardzo do granicy. Cały czas czekamy na jakiś masakryczny podjazd przed granicą. W końcu zbliżamy się do Beskidu Żywieckiego. W Ćadcy kupujemy coś do jedzenia i winka w kartonikach. Planowaliśmy rozbić się za Ćadcą i ten ostatni podjazd zostawić sobie na jutro, ale za Ćadcą wioska za wioską i nie możemy znaleźć kawałka niezamieszkałego terenu żeby się rozbić, więc jedziemy. Rzeczywiście zaczyna się podjazd, jest dość długi ale łagodny. Wjeżdżamy bez problemu. Pod wieczór dojeżdżamy tak blisko granicy że widzimy przejście. Nie ma sensu pchać się wieczorem do Zwardonia więc śpimy w Skalitem, w środku wioski, jakieś 50m od linii kolejowej, na zboczu góry. Widzimy całą wioskę z góry. Wszystkie psy w okolicy nas oszczekują. Co kilkadziesiąt minut przejeżdża pociąg. Jedno z dziwniejszych miejsc w jakich spaliśmy, nie tylko na tej wyprawie:). Nie rozbijamy namiotów, śpimy tylko na karimatach. Przed snem robimy winka z  kartonika.