Rano
jeszcze zmokliśmy ale później pogoda trochę lepsza i trochę
schniemy. Dojeżdżamy pod węgierską granicę. Straszna tutaj
pustynia i nadal nie udaje nam się wykąpać. Robimy zapas
mokrych chusteczek. Dostarczycielem produktów żywnościowych
zostaje TESCO. Wieczorem Zbyha zaczyna boleć brzuch i mamy
troche stracha czy to nie coś poważniejszego.

