
Co robia?


Dziuk żegna się ze swoją oponą.
Węgrzy mają zwyczaj stawiania zakazów poruszania się dla rowerów. Żeby ominąć taki zakaz i jakąś główniejszą drogę pakujemy się w drogę oznaczoną na mapie jako szara kreska. Jak zwykle w przypadku takich dróg błądzimy i musimy pytać o drogę, a na Węgrzech nie jest to takie proste. Droga zaprowadza nas do strasznie zapadłej wioski wśród gór gdzie mieszka kilku Rumunów lub Cyganów. Tam też próbujemy zapytać o drogę. Ze skutkiem mniej więcej takim samym jak wcześniej. W końcu lądujemy na polnej drodze, a z mapą nie zgadza się już nic. Wiemy tylko że mamy jechać na południe i tego się trzymamy. Odludzie i wkoło poza polami nic nie widać. Droga zamienia się w coraz większe bagno tak że nie można przejechać. Rowery mamy oblepione błotem o grubości kilku centymetrów. W końcu dojeżdżamy do kopalni gliny i jakiejś glinianki. Doprowadzamy tam rowery do jako takiego porządku. W końcu dojeżdżamy do cywilizacji i na dodatek w miejscu w którym chcieliśmy:). Z nawigacji szóstka. Ciężki dzień, w tych polach tracimy mnóstwo czasu i nie zdążamy już kupić nic do jedzenia. Na szczęście udaje nam się zaopatrzyć w gospodzie w bronki. Na kolacje mamy tylko chleb i czekoladę. Smakuje jak Nutella. Rozbijamy się przy polu słoneczników.


